"Jak wygram, to się podzielę" — dlaczego ustna obietnica nie wystarczy

Prawie każdy, kto kiedykolwiek grał zespołowo bez żadnej umowy, słyszał albo sam mówił to zdanie: „jak wygramy, to się oczywiście podzielimy”. Zwykle pada w żartach, przy piwie albo przy biurku, i nikt wtedy nie myśli o spisywaniu czegokolwiek — bo przecież nikt nie kłamie, mówiąc to w tamtym momencie. Problem w tym, że duże pieniądze potrafią zmienić czyjąś pamięć o tym, co dokładnie zostało obiecane. Poniżej trzy prawdziwe, udokumentowane historie z zagranicy, które pokazują, jak to się kończy — i dlaczego żadna z nich nie musiała się tak skończyć.

Historia 1: dziesięciu przyjaciół, jeden bilet i sąd, który nic jeszcze nie rozstrzygnął

W Perth w Australii grupa dziesięciu znajomych grała razem od dawna, zawsze na te same liczby, z milczącym założeniem, że każda wygrana z ich wspólnego kuponu zostanie podzielona między wszystkich. W listopadzie 2022 roku Trent Bowden, który kupował bilety w imieniu grupy, trafił 1,5 miliona dolarów australijskich. Zatrzymał całość dla siebie. Dziesięcioro znajomych złożyło pozew przeciwko niemu i operatorowi loterii Lotterywest w Sądzie Najwyższym Australii Zachodniej, twierdząc, że istniało „wzajemne przekonanie, że nagroda z biletu kupionego w imieniu syndykatu zostanie podzielona między członków”. Miesiące później sprawa wciąż nie miała rozstrzygnięcia (The Sun).

Zwróćcie uwagę, co jest tu kluczowe: nie chodzi o to, że sąd orzekł na niekorzyść przyjaciół. Chodzi o to, że w ogóle musieli iść do sądu, żeby próbować udowodnić coś, co przy odrobinie formalności byłoby oczywiste od pierwszego dnia.

Historia 2: obietnica sprzed ośmiu lat, o której trzeba było przypomnieć sądowi

Na Florydzie para uzgodniła w 1993 roku, ustnie, że podzieli się każdą wygraną na loterii. Lata później jedno z nich, Lynn Poirier, trafiło milion dolarów. Drugie, Howard Browning, pozwał ją o swoją połowę — ale dopiero osiem lat po wygranej. Sąd Najwyższy Florydy orzekł, że ustna umowa może być ważna, ale tylko jeśli para była wciąż razem w chwili, gdy ją zawierała — i odesłał sprawę z powrotem do sądu niższej instancji, żeby ustalić fakty sprzed lat (Forbes).

Innymi słowy: żeby wyegzekwować obietnicę sprzed dwóch dekad, trzeba było odtworzyć przed sądem, kto co dokładnie powiedział w 1993 roku. Coś, co zajęłoby dwie minuty w momencie składania obietnicy, zajęło lata sporu prawnego.

Historia 3: klasyka prawa umów, którą studiuje się do dziś

Najstarszy z naszych przykładów pochodzi z Anglii, z 1955 roku — sprawa Simpkins v Pays. Gospodyni domu, jej wnuczka i lokatorka od kilku tygodni wspólnie wypełniały kupon konkursu mody w gazecie, dzieląc się kosztami zgłoszenia raz po razie, bez żadnych zapisków. Kiedy w końcu wygrały 750 funtów, lokatorka nie dostała obiecanej jednej trzeciej — i musiała pozwać gospodynię, żeby to wyegzekwować. Sąd przyznał jej rację, uznając, że mimo braku papieru istniała między nimi wzajemność zobowiązania (Wikipedia).

To sprawa, która do dziś jest przykładem w podręcznikach prawa — i to samo w sobie mówi wiele. Skoro spór o ustną obietnicę podziału wygranej trafia do podręczników prawa siedemdziesiąt lat później, to znaczy, że nie jest to sytuacja odosobniona ani błaha.

Co łączy te trzy historie

W żadnej z nich nikt nie planował oszustwa w chwili składania obietnicy. Problem pojawił się później — kiedy okazało się, że nagroda jest realna, a jedyny dowód na to, co zostało uzgodnione, to czyjaś pamięć i dobra wola. W dwóch z tych trzech przypadków racja ostatecznie leżała po stronie osoby, która czekała na swój udział — ale zanim to ustalono, musiały minąć lata, sądy kilku instancji i koszty prawników, których nikt nie planował ponosić.

Dokładnie dlatego w Multilos umowa podziału wygranej nie powstaje „jakbyśmy wygrali, to coś spiszemy” — powstaje w momencie dołączenia do grupy, zanim ktokolwiek wie, czy w ogóle będzie co dzielić. To ten sam moment, w którym nikomu jeszcze nie zależy na tym, żeby pamiętać inaczej niż faktycznie było.

Jeśli w Waszej grupie ktoś kiedyś rzucił „jasne, że się podzielimy” i na tym się skończyło — to dobry moment, żeby to zmienić, zanim ktokolwiek będzie musiał komukolwiek czegokolwiek udowadniać. Załóżcie grupę z prawdziwą umową, zamiast polegać na obietnicy złożonej na gębę.

Na szczęście nie każda historia wspólnego grania kończy się sporem — przeczytajcie też o "Ocean's 16", grupie, której udało się bez żadnej umowy. Warto jednak sprawdzić, co dokładnie sprawiło, że akurat im się poszczęściło.

Z
Zespół Multilos
Multilos — organizacja i dokumentacja wspólnego grania

Gotowy zagrać bezpiecznie ze swoją grupą?

Załóż grupę albo dołącz do istniejącej — umowa podziału wygranej podpisuje się automatycznie.

Przeglądaj grupy